poniedziałek, 9 lipca 2018

Baby z wozu, koniom lżej

Dzisiaj od rana mam dobry humor, chociaż zupełnie nie wiem dlaczego. Może to psychotropy + słoneczna pogoda, a może tak po prostu coś mi na mózg padło w drugą - niedepresyjną - stronę. W końcu jak szaleć, to szaleć.

Baby z wozu, koniom lżej




Wczoraj ponarzekałam trochę na ludzi, a dziś w pracy było całkiem przyjemnie i znośnie, jeśli chodzi o atmosferę. Być może też dlatego, że nie było osób odpowiedzialnych za 'dokładanie do pieca'. Wystarczy, że zabraknie osób wprowadzających nerwową atmosferę i już od razu niemal kamień z serca.

Niekiedy wystarczy jedna, dwie czy trzy osoby, żeby skutecznie obrzydzić życie i wprowadzić atmosferę napięcia. Gdy ich nie ma, nastaje piękny dzień. Już prawie zapomniałam, że praca wcale nie musi przypominać walki o życie niczym w zombie-apokalipsie. Można po prostu normalnie robić swoje i pracować w spokoju. Można? Można. I też do przodu.

2 komentarze:

  1. Znam taką "nerwową atmosferę" w pracy - nic fajnego... Dobrze, że masz pozytywny humor - oby utrzymał się jak najdłużej. Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  2. Tak. Sami ludzie się nakręcać potrafią, jak nie przeg egzaminami na studiach tak i w pracy...

    OdpowiedzUsuń

Kopiowanie tekstów jest zabronione.

Wszelkie prawa zastrzeżone.