niedziela, 5 sierpnia 2018

Spokojnie, Puszek tylko się bawi

Ona czasem tak dziwnie na mnie patrzy - tak, jakbym na całym świecie istniała tylko ja. W tych jej oczach widać cały ból, strach, smutek i wszelką walkę o przetrwanie, jaką musiała w swoim krótkim życiu stoczyć. Nie opisze tego nikt i nikt jej nie zapyta. Ja pytać nie muszę, bo jej wzrok mówi wszystko.

Spokojnie, Puszek tylko się bawi

Podobno ktoś kiedyś powiedział, że chcieć to móc. W takim razie ja chcę, aby na świecie nie było zła. Chcę, aby ludzie przestali krzywdzić zwierzęta i siebie nawzajem. Jeżeli chcieć to móc, to już od jutra żaden pies nigdy nie będzie porzucony, pobity, skatowany, zagłodzony, a matki pokochają dzieci. Bezrobotni znajdą pracę, nikt nie będzie rzucać w wilka kamieniami, a szczeniaki i kociaki nie będą zakopywane żywcem przez miłujących pokój sympatycznych mieszkańców okolicznych wsi. Lekarze zainteresują się pacjentami, sąsiedzi nie będą urządzać imprez po nocach, nikt nie będzie znęcać się nad słabszymi, a wzrok psa nie będzie mówił o rozpaczliwej przeszłości. Żaden pies już nie będzie uciekał przed wyciągniętą w jego stronę ręką. Chcieć to móc? No to ja chcę właśnie tego.

Chciałabym, aby już nigdy żaden opiekun nie musiał płakać po psie zagryzionym przez agresywnego pitbullla, który beztrosko biegał sobie po osiedlu bez kagańca. Chciałabym, aby posiadanie - nawet i mieszańca - pitbulla czy amstaffa było traktowane jako posiadanie broni, gdyż niewątpliwie pitbull i amstaff taką bronią są. Psy tych ras mają we krwi agresję wobec innych psów. To są rasy wyhodowane do walk psów, to nie są miłe kundelki. One nie spoczną, dopóki nie zabiją 'przeciwnika' - i to doskonale widać na filmach z Łodzi i z Nowego Sącza. Jak rzucą się do gardła, to już nie odpuszczą. Będą przyduszać szczęką, aż ofiara wyda ostatnie tchnienie. Do tego zostały wyhodowane i taka jest ich natura, a właściciele będą później głupio tłumaczyć, że właściwie to 'Puszek jest bardzo łagodny i prawie nie gryzie'. A że zagryzł innego psa? Przypadek, z pewnością tamten go czymś sprowokował, np. krzywo się spojrzał przechodząc obok. Ja to bym się bała nawet mieszkać pod jednym dachem z pitbullem, o którym bym wiedziała, że zagryzł innego psa, ale widocznie właściciele są z tego faktu bardzo dumni.

Warto jeszcze zwrócić uwagę na fakt, iż sprawa ww. pogryzień czy zagryzień jest nagłośniona, ponieważ nagłaśniają je opiekunowie zagryzionych psów bądź ich sąsiedzi. A oficjalnie nikt nie zna danych dotyczących zagryzień przez pitbulle psów bezdomnych, bezpańskich czy też bezpańskich kotów. Co to jest dla takiego pitbulla kotek lub mały czy nawet średni piesek?

Pitbull to jest taki pies, który atakuje innego z zamiarem zabicia i zagryzienia - i to jest doskonale widoczne na filmach umieszczonych w sieci i to nie tylko z Polski. Dlatego moim zdaniem powinno obowiązywać pozwolenie na mieszańce pitbulla i amstaffa, bo to nie są milutkie domowe pieski. A już w ogóle nieprawdopodobne i niewiarygodne jest, że psy tak agresywnych ras są wyprowadzane bez kagańca. To jest już w ogóle jakieś niepojęte.

Zawsze najbardziej zaskakuje mnie argument obrońców tych ras, że właściwie z tych pitbulli/amstafów to są niesamowite słodziaki i one są w zasadzie łagodne jak baranki, tylko właściciele nie wiedzą, jak z nimi postępować. Riposta aż nasuwa się sama: wiele psów jest po przejściach, wiele było bitych i miało nieodpowiedzialnych właścicieli - i jakimś cudem nie rzucają się na inne psy, aby je zagryźć na śmierć. Cud prawdziwy! Może jakieś czary czy co?

Spokojnie, Puszek tylko się bawi

Kompletnie nie rozumiem, z jakiego powodu niektórzy ludzie mając do wyboru: przygarnąć bezdomnego psa albo kupić z hodowli - wybierają tę drugą opcję. Jest tyle psich nieszczęść, że normalny człowiek czuje potrzebę, aby uratować chociaż jedno z nich. A już kompletnie, ale to kompletnie nie rozumiem, z jakiego powodu niektórzy ludzie mając do wyboru: przygarnąć bezdomnego psa albo kupić z hodowli albo kupić agresywnego pitbulla z hodowli - decydują się na tę trzecią opcję. Niepojęte dla mnie.

Nie wiem, może chcą wzbudzić respekt, szacunek za pomocą takiego psa-mordercy. Może posiadanie agresywnego psa to jakiś rodzaj szpanu, lansu, cholera wie czego. Ale skoro już go mają, to wypadałoby zadbać o bezpieczeństwo innych psów, a nie później głupio tłumaczyć, że 'Pikuś nie gryzie, on się tylko tak bawi i go trochę poniosło'. Dla Pikusia zabawa, a dla drugiego psa dramat i śmierć w męczarniach.

I na koniec najciekawszy argument obrońców tych agresywnych ras: każdy pies może zaatakować. No ciężko się nie zgodzić: każdy pies może zaatakować, tak samo każdy człowiek i każdy kot może podrapać. Różnica polega na tym, że jeżeli mojego psa zaatakuje ratlerek, jamnik, spaniel, blablador czy inny kundelek, to mój pies ma szansę przeżyć. Może wyjść z tej walki pogryziony, pokiereszowany, podrapany, może będzie mu potrzebny weterynarz, ale ma szansę przeżyć i dojść do siebie. W starciu z pitbullem już na wstępie nie miałby żadnych szans.

Dawno dawno temu mój milusiński nawet został zaatakowany brutalnie przez innego psa. Było łapanie się pyskami, rzucanie mu się do gardła i ogólnie dramat. Ale mój milusiński przeżył. Mogło się skończyć inaczej, ale miał szansę przeżyć i przeżył. Drugi pies był podobnej wielkości i nie miał szczęki jak pułapka na niedźwiedzia. Był normalnym psem, a nie hybrydą wyhodowaną do walk - jakkolwiek brutalnie by to nie brzmiało. Dlatego dla mnie ten argument, że przecież i tak każdy pies może zaatakować, jest kompletnie z dupy. Jeżeli już hipotetycznie ktoś dałby ci wybór, to wolałabyś/wolałbyś, aby twojego psa zaatakował sznaucer czy pitbull/amstaff ze szczeną jak u rekina-ludojada, który jak raz złapie, to nie puści? Odpowiedź wydaje się być oczywista.

Żaden pies nie zasługuje na złe traktowanie - i co do tego nie ma wątpliwości. Nieważne, czy to kundel, mieszaniec czy rasowy, mały czy duży, stary czy młody. Ale jeżeli pies danej rasy reaguje na złe traktowanie ekstremalną agresją wobec innych psów i chęcią ich zabicia, to niestety, ale oznacza to, że z tą rasą jest po prostu coś nie tak. Wiele psów miało w życiu nieciekawe przejścia i jakoś z tego powodu nie zagryzają innych psów.

Podobno chcieć to móc, a ja chciałabym, aby każdy mógł spokojnie wyjść na spacer z psem i tak samo spokojnie z niego wrócić. Aby nie musiał wracać z psem pogryzionym czy zagryzionym przez innego. Aby żaden pies nie musiał ginąć w męczarniach, bo nieodpowiedzialny właściciel nie widzi powodu do zakładania kagańca swojemu pitbullowi (ewentualnie 'zapomniał' o założeniu kagańca - taki roztargniony). Chciałabym, aby każdy, kto zamierza nabyć mieszańca rasy agresywnej, zastanowił się gdzieś 10 razy, a nawet i więcej: czy naprawdę tak agresywny pies jest mi potrzebny? W jakim celu chcę przygarnąć akurat agresywnego psa? I najważniejsze: czy posiadając psa agresywnego będę w stanie zapewnić bezpieczeństwo innym psom i innym ludziom? Chwila zastanowienia może uratować kogoś przez tragicznymi konsekwencjami mieszkania na jednym terenie ze źle pilnowanym pitbullem.

7 komentarzy:

  1. Masz rację, jeśli chodzi o odpowoedzialność człowieka za swojego czworonoga. Psy agresywne powinny być pilnowane ze szczególną starannością, ale porozmawiaj z kolarzami. Oni najczęściej mają poryzione łydki przez wiejskie kundelki zerwane z łańcucha, a nie przez pitbule. Pies to odpowiedzialność i tyle.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, u niektórych ludzi istnieje zwyczaj wypuszczania psa na ulicę/drogę samopas. Moim zdaniem świadczy to o kompletnym braku wyobraźni albo o tym, że właścicielowi na tym psie aż tak nie zależy. Pomijając fakt, że pies ma w naturze pościg za obiektami ruchomymi, to i samemu psu puszczonemu samopas coś może się stać. W tych czasach największe zagrożenie dla psa to samochody, ale są też inne. Ja po filmikach znalezionych w sieci, to teraz nawet psa przed sklepem bym nie zostawiła, bo nigdy nie wiadomo, co przez te kilkanaście minut może się wydarzyć.

      Usuń
  2. Pies to pies. mam bardzo łagodnego Beagla, ale zawsze powtarzam, że nigdy nie wiedmo jak pies zareaguje. Tym bardziej,że moja Viki kochała dzieci, ale odkąd rzucały w nią kamieniami, boi się ich więc czemu się dziwić jakby ugryzła...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, reakcji psa do końca nie przewidzisz. Sama znałam osobę, która oparła się w szpitalu po pogryzieniu przez wilczura, nad którym właściciel kompletnie nie panował. Jednak mimo to nadal uważam, że jest różnica między 'ugryźć' a 'zagryźć', a pitbulle zostały wyhodowane właśnie w celu zagryzania innych psów. Moim zdaniem z tego względu mieszańce pitbulli powinny być już na wstępie pod ściślejszą kontrolą niż kundle czy mieszańce ras nieagresywnych.

      Usuń
  3. Ładnie napisałaś ... Ja też bym chciała żeby było mniej cierpienia zwłaszcza świadomie prowokowanego przez człowieka. Przeżywam to jak bardzo prześladowane są zwierzęta i trudno mi się z tym pogodzić. Psy powinny być szkolone tak, żeby słuchać poleceń właściciela, każdemu psu jest to potrzebne. Ale to odpowiedzialność i praca i rzadko komu się chce.

    OdpowiedzUsuń
  4. Pies to nie zabawka - to raz, a po drugie pies to pies i to zwierzę. Mój tata zawsze mi mówił i wiem to do dziś, że nigdy nie wiadomo co zwierzęciu strzeli do głowy. Sąsiad miał psa i ugryzł go. Dlaczego? Nie wiadomo. Wiadomo że piesek był już stary i ślepawy. Może sąsiad był między obcymi psami a ten gdy podcszedł do niego to go za nogę hapnął? kto wie. Mamę też nasza Lila u weterynarza ugryzła (sunia kochana ma 14 ponad lat) bo się broniła przed zastrzykiem.
    No różnie jest. Pies to odpowiedzialność i to wielka.
    Aaaa i mam głupiego sąsiada powiem Ci, idiota - wybacz ale inaczej nie mogę.
    Ma dwójkę wnucząt i te jak przyjeżdżają to wysyła je pod bramę bo przecież sąsiedzi mają pieski. A nasze nie są nauczone z dziećmi i tłumaczenie nic nie pomaga. Czasem się boję, że Aza je po prostu pacnie i będzie ryk, becz a winni będziemy my.
    W sumie też sąsiad wyżej, parę domów mieszkający ma psa - bydlę, Wielkiego do pasa mi sięga. Nie chodzę tam. Gdy wyjeżdżali samochodem, mała od sąsiada się zakradła bo ona do psa. A ten się już wokół niej zaczął owijać. Boże, co by było, gdyby właścicielka szybkim pędem nie podbiegła i dziecko nie odsunęła. W końcu sąsiad (dziadek) podszedł spokojnym krokiem a p. X się po nim wydarła że co on wyprawia.
    A sąsiad głupek - no przecież nic się nie stało, bo dziecko chciało się tylko pobawić.
    Gdyby nie reakcja pani X - może małej by już na świecie nie było przez głupotę jej dziadka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście bez wyobraźni ten dziadek, a później byłoby w gazetach, że agresywna bestia pogryzła dziecko, które 'nic mu nie zrobiło'. Pies to żywe stworzenie, a nie maskotka do miętoszenia przez dzieci. Ludzie myślą, że piesek to taki ruszający się pluszak, a to jest jednak zwierzę, które potrzebuje własnej przestrzeni i może nie być zachwycone upierdliwością dziecka np. ciągnącego je za ogon. Mnie w dzieciństwie uczono, aby nie zaczepiać obcych psów, bo i nie każdy pies życzy sobie tak nachalnego kontaktu. Tego się trzymam do dziś: swój pies to swój, ale reakcji obcego nie przewidzisz. To w zasadzie tak jak człowiek: ma prawo sobie nie życzyć, aby podchodził do niego ktoś obcy i zaczynał go miziać, miętosić i krzyczeć: 'o, jaki jesteś śliczny!'.

      Usuń

Kopiowanie tekstów jest zabronione.

Wszelkie prawa zastrzeżone.