Rzecz o dziadkach i dziatkach

Doświadczenia życiowego może nie mam zbyt wiele, szczególnie jeśli chodzi o relacje, ale jednak jakieś tam to doświadczenie mam. Pozwala mi ono być poważną ułożoną panią, kobietą po 30 już prawie w średnim wieku. Pozwala mi również być młodą dziewczyną dopiero po 30 mającą całe życie przed sobą.

Rzecz o dziadkach i dziatkach

W naszym społeczeństwie - czy też ogólnie w naszym świecie - wiek jest czymś, co definiuje. I to mocno definiuje. Definiuje nas, definiuje nasze miejsce i definiuje oczekiwania względem nas. Wiek opowiada światu o nas i mówi nam, co powinniśmy, a czego nie.

Istnieją ludzie, którzy mają lat ledwo 20, a już osiągnęli w życiu więcej niż ja. Po prostu mieli odwagę wziąć to, co im życie dało. Są też tacy, którzy mają lat 50 czy 60, a nigdy nie zrozumieją, jak wiele w życiu przeszłam i jak bardzo zmagałam i zmagam się z własnymi demonami. Nigdy nie poczują tych emocji, które ja czułam w ciągu całego swojego życia.

Kiedy byłam niepełnoletnia, mawiano do mnie często: 'co wolno wojewodzie, to nie tobie smrodzie'. I bardzo chciałam już być dorosła, aby wreszcie zaczęto mnie zauważać, dostrzegać, szanować. Widzieć we mnie człowieka, a nie tylko takie niedojrzałe coś kręcące się pod nogami.

Czy dziecko jest mniej ważne od wojewody? Dla rodziców, dla dziadków, nie powinno być mniej ważne. Rzekłabym, że wręcz powinno być dużo ważniejsze niż jakiś tam wojewoda.

Z drugiej strony patrzę teraz w pracy na 20-letnie dzieciaki wychowane kompletnie bezstresowo.... I mam ochotę złapać się za głowę z przerażenia. Oni nie mają szacunku do nikogo i do niczego.

Rzecz o dziadkach i dziatkach

Z jednej strony nie chcę wdawać się w narzekania i utyskiwania starodziadowskie typu 'ach, ta dzisiejsza młodzież', ale z drugiej strony.... hmmm.

Gdy ja miałam lat kilka, kilkanaście czy 20 parę, to dla mnie osoba starsza ode mnie to była osoba starsza ode mnie: należał jej się szacunek i już. Nie potrafiłabym do osoby kilkadziesiąt lat starsze zwracać się jak do kolegi, a robienie jakiś osobistych uwag czy przytyków, to już w ogóle było nie do pomyślenia. Osobie starszej po prostu należał się szacunek i już.

Teraz osoba w wieku lat 20 potrafi do mnie powiedzieć: 'jak ci się coś nie podoba, to się stąd wynoś!'. Ręce opadają, szczęka opada, załamać się można totalnie.

Teraz osoba w wieku lat 20 potrafi się mnie spytać bezczelnie, czy mnie w szkole nauczyli czytać, bo przysłała mi maila pół godziny wcześniej, a ja nic na niego nie odpowiedziałam.

Teraz osoba w wieku lat 20 potrafi do kogoś starszego powiedzieć, że nie będzie ściszać radia, a ja się coś nie podoba, to droga wolna.

Teraz osoba w wieku lat 20 potrafi ze śmiechem spytać się mnie, jak ja mogę nie wiedzieć tego czy tamtego, skoro pracuję w tym miejscu ileś czasu.

Do osoby kilkanaście (lub nawet więcej) lat starszej z marszu zaczynają mówić na 'ty', bo podobno w jednej firmie można. Nie szkodzi, że u nas w ogóle nie ma takiego zwyczaju i nawet ja z częścią ludzi z innych działów jestem na pan/pani, bo brudzia przecież żeśmy nie pili.

W moim poprzednim miejscu pracy wszyscy mówiliśmy sobie na 'ty', ale to był po prostu taki zwyczaj, o którym każdy nowy pracownik był informowany już na wstępie. Ale tutaj, gdzie jestem teraz, jest większa firma i nie ma takiego zwyczaju - a tu poznajesz takiego młodego, co ledwo wstał od szkolnej ławy i jeszcze ma mleko pod nosem, a już zaczyna od razu po imieniu mówić do ciebie, do szefostwa, do ludzi nawet i po 40-tce.

Oni potrafią wykłócać się z kierownictwem tak bezczelnie, że aż jednemu z nich ostatnio kierowniczka uwagę zwróciła, żeby przestał na nią wrzeszczeć. Dosłownie jak taki szczeniaczek podskakujący do dobermana.

Ja w wieku lat 20 nawet sobie nie wyobrażałam, żeby z takim lekceważeniem odnosić się do osób starszych - wyśmiewać ich, że czegoś nie potrafią, rozmawiać jak z kolegami, krzyczeć na nich. Dla mnie to by było nie do pomyślenia. Kiedyś był jakiś taki dystans, szacunek dla starszych od siebie osób. A dzisiejsi młodzi, teraz obecni 20-letni, w ogóle nie mają szacunku do nikogo - to mogę stwierdzić z całą stanowczością. Choć z drugiej strony może nie powinnam generalizować, znam tylko jakiś tam odsetek młodych. Akurat może na takich trafiłam.

Tak czy siak dzisiaj sobota: dzień odpoczynku od pracy, młodych w pracy i starych, ale jarych. Tych bezwiekowych też.

2 komentarze:

  1. Sporo prawdy jest w tym co napisałaś. Mam 35 lat i wydaje mi się, że jestem ostatnim pokoleniem, które miało wdrukowane szacunek do starszych.

    OdpowiedzUsuń
  2. Niestety sporo prawdy jest w tym co napisałaś ale.. młodzi szybko moga byc ustawienie do pionu bo jak by nie patrzeć hierarhia w pracy nadal istnieje

    OdpowiedzUsuń