niedziela, 11 lutego 2018

W środku krzyczę, na zewnątrz marznę

Prawdziwa muzyka ma w sobie coś takiego, co porusza. Nie wiem dlaczego, ale muzyka The Cure jakoś tak przypomina mi, że był w życiu czas, kiedy pragnęłam czegoś więcej niż umowa o pracę i żeby był dobry dojazd. Słuchałam ich, kiedy miałam ok. 20 lat i kiedy zastanawiałam się, jak będzie wyglądało moje życie. 

W środku krzyczę, na zewnątrz marznę

Byłam naiwnym dziewczątkiem trzymanym w izolacji od ludzi, a skoro od ludzi, to i od problemów z nimi związanych. Żyłam w świecie w połowie stworzonym przez siebie, a w połowie stworzonym przez toksyczne środowisko, które mnie toksycznie ukształtowało. Podobno połowy zawsze są równe, ale w moim przypadku ta połowa toksyczno-środowiskowa była znacznie większa.

Ciężko jest poruszać się w świecie ludzi, kiedy za młodu nie nabyło się podstawowych umiejętności społecznych. Asertywność, wyznaczanie ludziom granic, upominanie się o swoje, różne społeczne normy i konwenanse, prowadzenie konwersacji, nawiązywanie relacji, utrzymywanie kontaktów z ludźmi - nie potrafiłam tego w ogóle, to wszystko było dla mnie czysto abstrakcyjne. Bałam się panicznie ludzi i boję się ich nadal. Nadal też nie umiem stawiać im granic, relacji tworzyć nie potrafię. To coś toksycznego tkwi głęboko we mnie i pewnie zawsze już będzie.

Kiedy miałam 20 lat, słuchałam The Cure i chciałam się uwolnić. Marzyłam, że się wyrwę, że świat na mnie czeka z otwartymi ramionami. Nie czekał, bo na nikogo nie czeka. Życie pokazało, że każdy dzień jest tak naprawdę próbą odnalezienia się w zatłoczonym i przesiąkniętym ludźmi świecie. Świat to dżungla, tu nie ma sentymentów. Nie nadajesz się - wykopią cię za drzwi. Życie jest walką: ze sobą i ze światem. Może nawet czasem ze sobą jest trudniej.

Chciałam się uwolnić i marzyłam, że spotkam kogoś, kto mnie uratuje. Zabierze mnie do siebie i powie: wszystko będzie dobrze. Kogoś, kto ochroni mnie przed światem, kto przytuli i pokaże, że jestem dla niego ważna. Taki ktoś, do kogo będzie się wracać jak na skrzydłach.

Po wielu latach zrozumiałam: nikt taki się nie pojawi. Nikt się nie pojawi i mnie nie uratuje. Sama muszę się ratować, bo nikt po mnie nie przyjdzie. Ale jak uratować mam się sama, kiedy nawet nie umiem wyznaczyć ludziom granic? Nie umiem powiedzieć: nie rób tak, nie życzę sobie tego. Nikt mnie nie nauczył, jak się bronić przed intruzami - a tych nie brakuje.

W środku krzyczę, na zewnątrz marznę

Ludzie tacy są, że lubią sobie pozwalać na zbyt wiele. Testują, na ile mogą się posunąć w przekraczaniu czyichś granic. Pozwoli czy nie? Powie coś czy nie? Nic nie mówi, czyli ok. A ja w środku krzyczę.

Nie jest łatwo powiedzieć komuś: nie podoba mi się to, nie życzę sobie tego. Czuję się wtedy tak, jakbym robiła tej osobie krzywdę, coś złego, również jakbym robiła z siebie wariatkę. Mam ogromne wyrzuty sumienia. Jeżeli ludziom coś odpowiada, to trzeba się dostosować, dopasować i zgadzać się na wszystko. Ja to tylko ja, a najważniejsze to dopasować się do ludzi. Kiedy ludzie mówią: skacz!, to ja automatycznie czuję potrzebę i obowiązek, aby zapytać: jak wysoko? No i wiecznie mam potrzebę przepraszania za wszystko. Za to, że zajęłam czas, narobiłam kłopotu i wypełniłam przestrzeń swoją mało znaczącą osobą. Rola popychadła została mi głęboko wpojona i stała się tożsama z moją osobą. Zostałam nią oznaczona niczym szkarłatną literą. W domu nie miałam szansy dostać innej roli.

Słucham teraz Bloodflowers i przypominają mi się czasy, kiedy walczyłam o dobre życie i kiedy marzyłam, że spotkam na swej drodze własnego osobistego wybawcę. Jakoś tam po swojemu walczyłam tak, jak potrafiłam i na ile możliwości mi pozwalały. Życie się niespecjalnie ułożyło, a moje marzenia w ostateczności utknęły na tym, żeby był dobry dojazd i żeby mnie nie zwolnili. Wybawca chyba mieszka przy innym przystanku.

3 komentarze:

  1. Nie do końca wiem co Ci powiedzieć, bo wiem że same słowa "ułoży się" to za mało, ale jeśli sama wiesz że masz problemy z asertywnością to może warto pomyśleć o jakiejś terapii. Wiesz moje dziecko ma np terapię z tego jak funkcjonować bo ma zaburzenia emocjonalne, i my widzimy duże efekty jakie przynosi

    OdpowiedzUsuń
  2. Masz podobne doświadczenie , mnie wychowano w złotej klatce , co powoduje,że wchodząc w życie nie ma się doświadczenia, ale...
    Przestać walczyć z ... walczyć o ... zapomnieć o wybawcy , rozejrzeć się wokół, czy ktoś obok może taką podobną funkcję pełnić...
    Ja bym tak zrobiła :-)
    Życie mamy niestety jedno...

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja mam nadzieję, że w końcu się uda, że będzie dobrze - chociaż wydaje się, że to proste słowa. Próbuj pokonywać bariery, podejmować chociaż najmniejsze wyzwania. Tak jak napisała powyżej Krysia, mamy tylko jedno życie i trzeba je w pełni wykorzystać. :-)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każdy komentarz. Wszystkie czytam, nawet jeżeli nie odpowiadam.

Wpis z września 2017 r.

Sobą dla siebie... i dla czytelników

Przez 8 długich lat byłam blogerką. Taką sobie, ale zawsze to coś. Blogowałam, pisałam, tworzyłam, budowałam mozolnie blogi. A teraz zaczyn...

Popularne wpisy w ostatnim roku