Nie wiem, skąd się to u mnie wzięło ani czemu to nadal trwa, ale niezmiennie tkwi we mnie potrzeba bycia akceptowaną przez wszystkich, zawsze i wszędzie. Tzn. wiem, skąd się to wzięło, ale nie wiem, czemu aż tak silne jest to u mnie w chwili obecnej. Powinnam już nauczyć się, jak mieć wyjebane i jak nie przejmować się opinią innych. Ludzie to tylko ludzie: większość dba tylko o pozory, a w środku zamiast duszy ma jedną wielką pustkę.

Znamy się tylko z nieznania
Pobierając jakiekolwiek zdjęcie z pixabay przez cały czas muszę udowadniać, że nie jestem robotem. Klikam 'pobierz' i już od razu muszę też klikać, że nie jestem robotem - jestem człowiekiem. Czasami w dodatku muszę zaznaczać na obrazkach góry, pasy, sygnalizację świetlną i inne duperele. Jak źle zaznaczę, to cały ten proces zaczyna się od początku. I tak sobie myślę wtedy: a może rzeczywiście jestem tylko robotem? Może świat tego właśnie ode mnie oczekuje? Bycia czymś lepszym niż tylko człowiekiem.

To, co obce, nie jest mi ludzkie
Dzisiaj dzień pizzy, ale ja nie będę świętować. Kilka miesięcy temu postanowiłam zdrowo się odżywiać i tego postanowienia staram się trzymać. Raz z lepszym, raz z gorszym skutkiem, ale się staram. Przed chwilą zjadłam kanapkę z bezglutenowym chlebem i wędzonym łososiem. Słodyczy unikam, mcdonalda też. Lepiej się czuję fizycznie i psychicznie, choć mało co schudłam. Z drugiej strony nie robię tego po to, by schudnąć, ale po to, by w ogóle żyć. Niezdrowe jedzenie mnie zabijało, choć przez bardzo długi czas o tym nie wiedziałam.

Jesteśmy solą tej ziemi
Oddzwonimy do pani, zadzwonimy, jutro już pani Wiesia/Krysia/Rysia powiadomi o wyniku rekrutacji.... - głupawe formułki z rozmów kwalifikacyjnych, które wszyscy znamy na pamięć. Zadzwonimy, żeby powiadomić o wyniku, żeby zaprosić do następnego etapu. Proszę śledzić aktualności na stronie, proszę to i proszę tamto, na pewno się odezwiemy. I tak za każdym razem. 

Szłam obok koparki i dałam się nabrać
Chyba jestem już stara, gdyż wydaje mi się, że trochę zaczęłam osiągać etap pt. kurna, kiedyś to było! Kiedyś to były czasy, teraz już nie ma czasów. Panie, kiedyś to lepsze wszystko było, a nie takie dziadostwo jak teraz! Trawa była zieleńsza, słońce ładniej świeciło, psy donośniej szczekały, a w sklepach zamiast szynki z solą opadową sprzedawali gumę Donald. I nikt nie narzekał. NIKT. Bo było tak wspaniale.

Dziewczyna trochę w stylu grunge
Jest taki film "February" - nie oglądałam go, ale wiem, że jest. Z nieznanych nikomu przyczyn tytuł tego filmu został przetłumaczony na język polski jako "Zło we mnie". Ubawił mnie komentarz na filmwebie, w którym ktoś pytał, gdzie kupi taki kalendarz: Styczeń, Zło we mnie, Marzec, Kwiecień, Maj. 

Raz dwa trzy, pieniądze dajesz ty
Asertywność od zawsze była dla mnie ogromnym problemem. Dziś też w pracy miałam okazję o siebie zawalczyć, a nie zawalczyłam. Teraz jestem na siebie wkurwiona i sfrustrowana w chuj. Powinnam stworzyć jakiś ładny wstęp do wpisu, ale mi się nie chce. Wykrzyczałabym się, a następnie powiedziała szczerze, co myślę. Orzą we mnie, a ja daję w siebie orać - no co tu ukrywać?

Orzę i orzę, a w gruncie rzeczy
Zazwyczaj staram się o tym nie myśleć, bo i po co? Pogodziłam się już dawno ze swoją staropanieńską egzystencją. Nikogo nie szukam i nikomu nie staram się spodobać czy przypodobać, bo szkoda wysiłku. Nie mam nikogo i mieć nie będę. Jestem stworzona i przystosowana do samotnego życia. Nie chodzi o psychologiczne schematy, to się po prostu czuje w środku i tyle.

Gdzie te stare panny? Prawdziwe takie
Jutro poniedziałek, a ja myślę o tym, czy wracać czy nie. I czy w ogóle jest dokąd wracać? A niech to, przecież nie ma dokąd wracać! Jeżeli przyszło się znikąd, z pustki nieskończonej, to powrotu już nie ma. Miejsce, które się opuściło, jest dalej to samo, ale ono jest już puste, puste i jałowe.

Koszyczki uplecione z andronów
Jutro muszę dać z siebie wszystko. Nie 100%, nie 110%, nie 150, ale najlepiej dżilion procent. Muszę się skupić maksymalnie na zadaniu i być maksymalnie tak najlepsza, jak tylko najlepsza być potrafię. Problem polega na tym, że mi się wybitnie, ale to wybitnie nie chce. Mam dosyć ludzi i najchętniej cały jutrzejszy dzień przeleżałabym pod kocem. Ale nie mogę.

Moja poducha własnością karalucha