Jest godzina 23:00 i niedługo zrobi się późno. Na tyle późno, że trzeba będzie iść spać. Pójdę spać, a gdy rano się obudzę, jej nadal przy mnie nie będzie. Będzie tak samo nieobecna wśród żywych jak dzisiaj. I tak samo nieobecna wśród żywych jak przez całą resztę wieczności. Nie ma jej już na tym łez padole i muszę się wreszcie z tym pogodzić. Nie mam jej i już nie będzie.

23:00 - godzina prześcieradeł
Grafika ze strony http://www.matuzalki.pl/
Zbyt często zdarza się tak, że człowiek przejmuje się jakimiś nieistotnymi pierdołami. Takimi pierdołami, że naprawdę głowa mała. A to ktoś się spóźnił minutę, a to ubrał się tak, a to siak. Ktoś komuś coś wysłał, ktoś nie zmył talerza lub nie umył szafki. Powiedział coś nieodpowiednim tonem lub spojrzał się nazbyt krzywym spojrzeniem. Użył wulgaryzmu, użył hiperboli, użył w ogóle jakiejś dziwnej składni. Powiedział 'sraka' zamiast 'ekskrementy'... Pierdoły takie, że naprawdę głowa mała.

Trzeba pamiętać to, co było dobre
Grafika ze strony https://pieknoumyslu.com/
Nie wiem, skąd się to u mnie wzięło ani czemu to nadal trwa, ale niezmiennie tkwi we mnie potrzeba bycia akceptowaną przez wszystkich, zawsze i wszędzie. Tzn. wiem, skąd się to wzięło, ale nie wiem, czemu aż tak silne jest to u mnie w chwili obecnej. Powinnam już nauczyć się, jak mieć wyjebane i jak nie przejmować się opinią innych. Ludzie to tylko ludzie: większość dba tylko o pozory, a w środku zamiast duszy ma jedną wielką pustkę.

Znamy się tylko z nieznania
Pobierając jakiekolwiek zdjęcie z pixabay przez cały czas muszę udowadniać, że nie jestem robotem. Klikam 'pobierz' i już od razu muszę też klikać, że nie jestem robotem - jestem człowiekiem. Czasami w dodatku muszę zaznaczać na obrazkach góry, pasy, sygnalizację świetlną i inne duperele. Jak źle zaznaczę, to cały ten proces zaczyna się od początku. I tak sobie myślę wtedy: a może rzeczywiście jestem tylko robotem? Może świat tego właśnie ode mnie oczekuje? Bycia czymś lepszym niż tylko człowiekiem.

To, co obce, nie jest mi ludzkie
Dzisiaj dzień pizzy, ale ja nie będę świętować. Kilka miesięcy temu postanowiłam zdrowo się odżywiać i tego postanowienia staram się trzymać. Raz z lepszym, raz z gorszym skutkiem, ale się staram. Przed chwilą zjadłam kanapkę z bezglutenowym chlebem i wędzonym łososiem. Słodyczy unikam, mcdonalda też. Lepiej się czuję fizycznie i psychicznie, choć mało co schudłam. Z drugiej strony nie robię tego po to, by schudnąć, ale po to, by w ogóle żyć. Niezdrowe jedzenie mnie zabijało, choć przez bardzo długi czas o tym nie wiedziałam.

Jesteśmy solą tej ziemi
Oddzwonimy do pani, zadzwonimy, jutro już pani Wiesia/Krysia/Rysia powiadomi o wyniku rekrutacji.... - głupawe formułki z rozmów kwalifikacyjnych, które wszyscy znamy na pamięć. Zadzwonimy, żeby powiadomić o wyniku, żeby zaprosić do następnego etapu. Proszę śledzić aktualności na stronie, proszę to i proszę tamto, na pewno się odezwiemy. I tak za każdym razem. 

Szłam obok koparki i dałam się nabrać
Chyba jestem już stara, gdyż wydaje mi się, że trochę zaczęłam osiągać etap pt. kurna, kiedyś to było! Kiedyś to były czasy, teraz już nie ma czasów. Panie, kiedyś to lepsze wszystko było, a nie takie dziadostwo jak teraz! Trawa była zieleńsza, słońce ładniej świeciło, psy donośniej szczekały, a w sklepach zamiast szynki z solą opadową sprzedawali gumę Donald. I nikt nie narzekał. NIKT. Bo było tak wspaniale.

Dziewczyna trochę w stylu grunge
Jest taki film "February" - nie oglądałam go, ale wiem, że jest. Z nieznanych nikomu przyczyn tytuł tego filmu został przetłumaczony na język polski jako "Zło we mnie". Ubawił mnie komentarz na filmwebie, w którym ktoś pytał, gdzie kupi taki kalendarz: Styczeń, Zło we mnie, Marzec, Kwiecień, Maj. 

Raz dwa trzy, pieniądze dajesz ty
Asertywność od zawsze była dla mnie ogromnym problemem. Dziś też w pracy miałam okazję o siebie zawalczyć, a nie zawalczyłam. Teraz jestem na siebie wkurwiona i sfrustrowana w chuj. Powinnam stworzyć jakiś ładny wstęp do wpisu, ale mi się nie chce. Wykrzyczałabym się, a następnie powiedziała szczerze, co myślę. Orzą we mnie, a ja daję w siebie orać - no co tu ukrywać?

Orzę i orzę, a w gruncie rzeczy
Zazwyczaj staram się o tym nie myśleć, bo i po co? Pogodziłam się już dawno ze swoją staropanieńską egzystencją. Nikogo nie szukam i nikomu nie staram się spodobać czy przypodobać, bo szkoda wysiłku. Nie mam nikogo i mieć nie będę. Jestem stworzona i przystosowana do samotnego życia. Nie chodzi o psychologiczne schematy, to się po prostu czuje w środku i tyle.

Gdzie te stare panny? Prawdziwe takie