Czasami bywa tak, że dręczy mnie coś emocjonalnie aż do łez i myślę sobie: powiem jej. No i mówię. W odpowiedzi słyszę: ja miałam jeszcze gorzej i przeżyłam, zajmij się czymś i tyle. Zająć się czymś i tyle... No to się zajmuję, ale wciąż TO COŚ przeżywam, bo to silniejsze ode mnie i nie umiem tego zwalczyć. Trudno, powiem komu innemu, może mnie wysłucha. No i mówię. W odpowiedzi słyszę: ty musisz zacząć w końcu myśleć pozytywnie, to trzeba tak pozytywnie podchodzić, trzeba się na dobrych rzeczach skupiać. Niby trzeba, ale co ja mam poradzić na to, że myśli same do mnie przychodzą? Ja ich nie wołam, one po prostu przychodzą i ze mną egzystują. Emocje same mnie rozdzierają od środka, ja ich wcale nie zapraszałam. Najgorszy jest jednak tekst, taki najbardziej lekceważący: długo jeszcze będziesz to przeżywać?!? Nie wiem, może długo, może nie - ciężko powiedzieć na chwilę obecną. Jeśli będę, to będę musiała z tym żyć... i jak widać radzić sobie z tymi emocjami sama, gdyż każda moja próba wyżalenia się jest bombardowana stosem porad z dupy, nikomu nieprzydatnych.

.png)
.png)

