Na początku był chaos. Ale tylko w Chinach.


Pod koniec grudnia zaczęły do nas docierać niepokojące wieści, ale wszystko jeszcze było nieodkryte i niezbyt klarowne. Następnie przez cały styczeń dowiadywaliśmy się, że coś się dzieje w Chinach. Jakiś wirus dziwny podobny do SARS pada na płuca. Ludzie mdleją na ulicy, pojawiają się kontrole, kwarantanny, maseczki i te sprawy właśnie. Ulice świecą pustkami, władza zamyka miasto. Ofiary śmiertelne ukazują się jako liczby straszące nas z ekranów. Ponoć cholerstwo jest strasznie zaraźliwe i cały świat zastanawia się, co tam się właściwie dzieje. Co jakiś czas w sieci pojawiają się ostrzegawcze filmiki z Wuhan, miasta dotkniętego tajemniczą zarazą. Tam ktoś zemdlał, ktoś inny ma drgawki, lekarka krzyczy coś po chińsku, a kolejki do lekarza wychodzą na zewnątrz budynku. Jeden wielki chaos i nikt nic nie wie.

Korona ci z głowy nie spadnie
Przez większość życia przejmowałam się, co sobie ludzie o mnie myślą. Tak mnie wychowano i tak mi wpojono, że opinia innych jest najważniejsza i zawsze należy się z nią liczyć. Jednak parę ładnych lat temu odkryłam, że ludzie w ogóle o mnie nie myślą i w ogóle ich nie obchodzę. Jeżeli ktoś choćby zauważa moje istnienie, to już jest całkiem nieźle. Nawet, gdybym przebiegła się nago przez miasto, to ludzie będą widzieć biegnącą gołą dziewczynę, a nie mnie.

Samowystarczalność obnażona
Ostatnimi czasy nauczyłam się, że jeśli sama siebie (lub sam siebie) nie szanujesz, to inni również szanować cię nie będą. Niby oczywista oczywistość, ale nie dla mnie - jak do tej pory. Przykłady? Można mnożyć.
 
Koń zawsze śmieje się najgłośniej

Niekiedy mam w sobie coś na kształt tęsknoty, ale nie jest to tęsknota za czymś konkretnym. Bardziej za emocjami. Chciałabym poczuć te emocje, co wtedy. Te same uczucia, które dodawały mi skrzydeł, nadziei, poczucia spełnienia. Tego wszystkiego już nie ma: tych emocji, tych skrzydeł, tego poczucia spełnionego obowiązku. Nie ma ani śmiechu ani łez, ani wkurwienia ani rozbawienia, niczego. Dokładnie: nie ma niczego.

Jutro będzie nudno
Jak ludzie to robią, że są szczęśliwi? W jaki sposób osiągają i czują to coś? Kiedy jestem z psem w lesie, to mam świadomość, że mojego psa kiedyś nie będzie, za jakiś czas nie będzie może i lasu, a kiedyś też nie będzie również mnie. Wszystko przemija.

Przytul się do swoich oczekiwań
Jestem człowiekiem i potrzebuję. Potrzebuję zauważenia mnie, akceptacji, miłości. Miejsca do życia, własnej przestrzeni, w miarę godnej płacy za poświęcanie się pracy. Od 2 lat zarabiam ciągle tyle samo, a wszystko idzie w górę. Pytam więc, czy możliwa byłaby w końcu jakaś podwyżka. Dłużej pracuję, więcej umiem, jestem pracowita i zaangażowana - ale okazuje się, że to za mało. Firma stawia na nowych pracowników: im daje więcej w celu zachęty, a ci, co tu siedzą, to i tak siedzieć będą. Nawet złotówki więcej nie dadzą, a przecież co roku wszystko drożeje. I taki świeżak zarabia więcej ode mnie, bo on potrzebuje zachęty. Konkurencja daje mu więcej i te sprawy. Ja też potrzebuję: docenienia mnie i nie robienia w bambuko.

Nie bój się, to tylko Polska

Niekiedy ludzie łatwo dają się nabrać i zwieść pozorom. Widzisz dziewczynę, która często śmieje się, żartuje, wygłupia się ponad miarę - i co sobie o niej pomyślisz, jakimi przymiotnikami ją określisz? Beztroska, wyluzowana, radosna, spontaniczna, wesoła? Może nawet trzpiotowata, zbyt dziecinna, lekko głupawa, nierozsądna? Pusta? Pomyślisz sobie: co ona może wiedzieć o życiu? Nie ma chyba żadnych poważnych problemów, skoro w taki sposób się zachowuje. Wieczne dziecko. Może powinna wreszcie dorosnąć?

Weź bądź bardziej taka tego

Dużo się dziś działo, więc myślałam, że wrócę do domu i od razu pójdę spać - a tu jednak nic z tych rzeczy. Jest chyba coś, co nie pozwala mi zasnąć, ale to końca nie wiem, co to jest. Czy nazwanie tej dziwnej właściwości przyniesie mi ukojenie i zapewni sen? Zapewne nie, ale nazwanie jakiegoś zjawiska pozwala w pewnym stopniu oswoić się z nim, zaakceptować jego istnienie.

Cicho skrada się i chce mnie zjeść

Listopad minął mi bardzo leniwie. Tak leniwie, że aż wstyd. Do pracy, z pracy do domu i jedno wielkie opierdalando. Głupie gry, głupie seriale i spać. Wstyd mi za siebie. Ludzie po pracy ogarniają dzieci, skaczą na spadochronie, trenują wyczynowo, udzielają się towarzysko lub charytatywnie, mają drugą pracę, szkołę czy cokolwiek. A u mnie kołderka i wtulenie w maskotkę lub podusię - wstyd mi za siebie.

Kołdra chciała mnie utulić
Dziwnie się pracowało pod kamerami. Czegokolwiek się nie zrobiło, to zawsze była ta świadomość, że ktoś patrzy. Pod okiem kilku niezawodnych kamer pracowałam, piłam kawę i oddychałam. Przez te długie godziny pracy byłam obiektem obserwacji kierownictwa. Mogli mi patrzeć w oczy i zaglądać w myśli. Czy wiedzieli, o czym myślę?

Rozmowy kontrolowane