Czy gdybym była lepsza, moje życie też byłoby lepsze? Czy gdybym była lepsza, miałabym lepszą pracę, znajomych, przyjaciół? Siwe włosy mogę ufarbować, ale daty urodzenia w dowodzie nie zmienię. Mogę iść do kosmetyczki lub wcierać w skórę kremy przeciw zmarszczkom, ale nastolatką ani dwudziestolatką przez to się nie stanę. Mogę poprawić sprawność fizyczną, ale baletnica ani gimnastyczka już raczej ze mnie nie będzie. Mogę popracować nad językami obcymi, ale do poliglotki i tak będzie mi daleko. Do wszystkiego, co lepsze, jest mi daleko. Jestem ja i jest ten wspaniały alternatywny świat, do którego ktoś taki jak ja nie ma dostępu.

Stare panny noszą śmieszne podkoszulki
Ostatnio uświadomiłam sobie, jak wiele siły potrzeba, aby... żyć i nie załamać się. Tak po prostu żyć z dnia na dzień - nie doświadczając przy tym obłędu.

Frajer do wynającia

Niekiedy pojawia się taki nawał emocji, że aż trzeba coś napisać na blogu. No po prostu trzeba i już. I tak prawie nikt mnie nie czyta, ale też ostatnimi czasy nie promuję bloga zbyt mocno. Tak po prawdzie to prawie wcale. Czyta mnie ktoś w ogóle jeszcze? Kiedyś ktoś czytał, ktoś słuchał, komuś może zależało choć trochę. Teraz? Muszę zmienić pracę, miejsca zamieszkania, wszystko należałoby zmienić.

Wampirze, czy ci nie żal?
Zwolnią mnie? Może. Albo zwolnię się sama. To bez znaczenia, bo skończy się tak samo: bezrobociem. Dzisiaj prawie cały pokój dostał podwyżki: prawie, czyli cały poza mną. Innych trzeba zachęcać do pracy, mnie nie trzeba - i tak będę harować, bo jestem nadgorliwa. Poczułam się publicznie upokorzona, bo teraz zarabiam najmniej ze wszystkich. Gdybym jeszcze się nie starała, zrozumiałabym. Gdybym olewała robotę, robiła sobie przerwy, nie przychodziła do roboty itp. - jednak nic z tych rzeczy nie ma miejsca. W żadnej pracy nie starałam się tak bardzo jak tutaj. Najwyraźniej staram się za bardzo. Ludzie, którzy pracują 2 lata krócej, zarabiają teraz więcej niż ja. Fajnie, prawda? W końcu nowych pracowników trzeba zachęcać i motywować, mnie nie trzeba. We mnie można orać jak w worek treningowy, choć to dziwaczne porównanie. Ale i sytuacja dziwaczna.
Jakaś taka w napięciu dziś jestem strasznie, trzęsę się cała i trzęsę się w środku nerwami. Jak na mnie to dużo dziś rozmawiałam z ludźmi. Realnymi, choć wirtualnymi też. Czuję się rozdygotana, bo to dla mnie coś nietypowego, nie mam w zwyczaju prowadzić tylu zawiłych konwersacji jednego dnia. Zawsze, gdy pojawiają się zawiłe konwersacje i rozmowy dłuższe niż standardowe głupawe pogawędki, to ze mną dzieje się coś takiego dziwnego. Straszę samą siebie dygotem, trzęsawką, napięciem wewnętrznym, szczękościskiem. Ręce się trzęsą, szczęki zaciskają, mięśnie napinają. Dygot i napięcie takie, jakby za chwilę miała niespodziewanie wybuchnąć wojna światowa kolejna.

Podobno nie ma latających dywanów

Niekiedy mam wrażenie, że w gruncie rzeczy moja egzystencja sprowadza się do kilku prostych pytań: Odejść czy zostać? Starać się czy olać i sobie iść? Uciec czy przeczekać? A jeśli uciec, to dokąd i jak? Przez całe życie te same pytania, przez całe życie te same starania. W kółko i w kółko walka o coś tam.

Nie strasz mnie więcej niż trzeba

Męczy mnie już to wszystko. A może ja się nie nadaję? Co, jeśli się nie nadaję?

W pracy robię bokami i daję z siebie 150%. Tu telefon, tam po chwili drugi telefon, tu odebrać, tam szybko odpisać, a przy okazji jeszcze coś załatwić. Na jednym systemie, na drugim i na trzecim. Czasu na jedzenie często już nie starcza i tylko kawa przy pracy to jedyna fasada przerwy. A panienka obok siedzi przez godzinę na komórce bądź wychodzi na ploty do pokoju obok. Wolno jej, bo jest koleżanką kierownika. Ostatnio nawet dostała publicznie pochwałę... za pracowitość. To jest sytuacja z gatunku tych, kiedy nie wiadomo, czy śmiać się czy płakać. Żart czy nie żart? Oto jest pytanie.

Jednoosobowa praca zespołowa
Jest godzina 23:00 i niedługo zrobi się późno. Na tyle późno, że trzeba będzie iść spać. Pójdę spać, a gdy rano się obudzę, jej nadal przy mnie nie będzie. Będzie tak samo nieobecna wśród żywych jak dzisiaj. I tak samo nieobecna wśród żywych jak przez całą resztę wieczności. Nie ma jej już na tym łez padole i muszę się wreszcie z tym pogodzić. Nie mam jej i już nie będzie.

23:00 - godzina prześcieradeł
Grafika ze strony http://www.matuzalki.pl/
Zbyt często zdarza się tak, że człowiek przejmuje się jakimiś nieistotnymi pierdołami. Takimi pierdołami, że naprawdę głowa mała. A to ktoś się spóźnił minutę, a to ubrał się tak, a to siak. Ktoś komuś coś wysłał, ktoś nie zmył talerza lub nie umył szafki. Powiedział coś nieodpowiednim tonem lub spojrzał się nazbyt krzywym spojrzeniem. Użył wulgaryzmu, użył hiperboli, użył w ogóle jakiejś dziwnej składni. Powiedział 'sraka' zamiast 'ekskrementy'... Pierdoły takie, że naprawdę głowa mała.

Trzeba pamiętać to, co było dobre
Grafika ze strony https://pieknoumyslu.com/
Nie wiem, skąd się to u mnie wzięło ani czemu to nadal trwa, ale niezmiennie tkwi we mnie potrzeba bycia akceptowaną przez wszystkich, zawsze i wszędzie. Tzn. wiem, skąd się to wzięło, ale nie wiem, czemu aż tak silne jest to u mnie w chwili obecnej. Powinnam już nauczyć się, jak mieć wyjebane i jak nie przejmować się opinią innych. Ludzie to tylko ludzie: większość dba tylko o pozory, a w środku zamiast duszy ma jedną wielką pustkę.

Znamy się tylko z nieznania