Ewolucja wsteczna jest bardzo niebezpieczna

Do dzisiejszego wpisu idealnie pasuje cytat S. Kisielewskiego "To, że jesteśmy w dupie, to jasne. Problem w tym, że zaczynamy się w niej urządzać"... I mało, że zaczynamy się urządzać, to w zasadzie zaczęliśmy uznawać już życie w dupie za normę i powolutku się do tej normy dopasowujemy. Ciężko mi uwierzyć, że obecny Naród jest dokładnie tym samym Narodem, który walczył z okupantem, organizował tajne komplety w czasie wojny, powstania, strajki w czasie socjalizmu i na początku lat 90-tych, protestował dawniej przeciwko rządowi itp. No właśnie: "dawniej" - słowo klucz. Dziś już nikt nie protestuje, nie krzyczy, nie sprzeciwia się nawet najbardziej absurdalnym przepisom i dyspozycjom. Dzielny waleczny Naród, podziwiany na świecie za odwagę - gdzie jest teraz? Co się z nim stało?

Ewolucja wsteczna jest bardzo niebezpieczna

Pierwszy z brzegu przykład: kaucja za butelki i butelkomaty. Szczerze? Byłam przekonana, że w Polsce taki absurd nie przejdzie. Uważałam, że kto jak kto, ale Polacy nie dadzą z siebie zrobić idiotów i nie pozwolą sobie wcisnąć takiego kitu. I co? Nie dość, że z radością dali sobie wcisnąć taki kit, to jeszcze potrafią stać nawet i przez pół godziny w kolejce do butelkomatu, żeby odzyskać swoje 1,50 zł. To jest przerażające. Co się z tymi ludźmi porobiło? Wczoraj w sklepie też natknęłam się na butelkowiczów przy automacie, pomyślałam "ale frajerzy..." i poszłam dalej. No bo cóż innego można pomyśleć w takiej sytuacji?

Do głowy by mi nie przyszło zbierać w pokoju puste butelki po to, żeby później chodzić z nimi po mieście do jakiegoś butelkomatu, stać w kolejce i kolekcjonować jakieś bony lub kłócić się z obsługą celem odzyskania 2 złotych. Jeszcze tak nisko nie upadłam, mam swoją godność. A w dzień roboczy to co? Do roboty autobusem z butelkami i z powrotem z roboty też z tymi samymi butelkami, żeby oddać je gdzieś w sklepie i odzyskać te 2 złote? Przecież to jest tak głupie, że aż brak mi słów. A ludzie tak robią i zadowoleni, że dogoniliśmy ten mityczny Zachód. Przecież wiadomo, że jak coś jest z Zachodu, to musi być dobre i nie ma bata. Nagle spacery z pustymi butelkami stały się ulubionym hobby Polaków.

Czy ludzie nie czują się zażenowani tym, że na siłę robią z siebie takich dziadów? Przecież to jest żałosne... Dzisiaj jeden gościu chwalił się na social mediach, że przez 40 minut (!) kłócił się z obsługą sklepu, żeby odzyskać swoją złotówkę za 2 butelki. Ja bym się spaliła ze wstydu, a on się tym chwali. Inny z kolei narzekał, że musiał stać przez pół godziny w kolejce, bo butelkomat zablokowany. Tak, zdecydowanie jako Naród zamiast zbuntować się i walczyć z absurdalnym systemem zaczęliśmy po prostu wygodnie urządzać się w dupie.

Ewolucja wsteczna jest bardzo niebezpieczna

Ja nie zamierzam jak ostatni frajer biegać z pustymi butelkami po mieście - tym bardziej, że przecież dalej istnieją oddzielne pojemniki na plastiki oraz inne rodzaje odpadów. Mało, że lata temu zrobili z nas wszystkich śmieciarzy zmuszając do segregacji, to teraz dodatkowo chcą zrobić z nas wszystkich żuli zmuszając do zbierania pustych butelek celem odzyskania 50 groszy. A czy wcześniej opakowanie plastikowe było za darmo? Nic nie kosztowało? Na to wychodzi, że nic, skoro teraz nagle zaczęło kosztować 50 groszy.

W jakim celu wprowadzono tę kaucję? Przecież koszt plastikowej butelki już był w cenie produktu. To skąd nagle ten dodatkowy koszt 50 groszy? Odpowiedź jest prosta: znikąd. Po prostu ktoś musi sobie dorobić i tyle. A Polacy się na to wszystko godzą ze spuszczonymi głowami. Rządzący sobie myślą: "ech, to tylko 50 groszy, nikt o to nie będzie robił afery!". Za 2 lata to będzie już złotówka, a za 4 lata - 2 złote. I dalej nikt nie będzie robił afery, Polacy dalej będą grzecznie stać w kolejkach do butelkomatów i aportować jak psy, gdy władza rzuci butelkę do przyniesienia w pysku. W jaki sposób władza musiałaby przycisnąć Polaków, aby wreszcie zaprotestowali - choćby w myślach? Co musiałoby się stać?

Ok. 20 lat temu wycofali plastikowe torebki ze sklepów, ale w zamian... nie dali nic, choćby papierowych. Po prostu od tamtej pory każdy musi łazić z własną torbą na zakupy i wszyscy to zaakceptowali, bo "ekologia". Jaka to ekologia, jeśli każdy dalej może dostać plastikową torebkę, tyle że... już nie za darmo. Pijemy przez papierowe słomki, a w tym czasie Indie i Chiny zalewają świat plastikiem zapewne śmiejąc się z nas pod nosem.

Ostatnio rząd znów obciął środki na Fundusz Pracy - i nic w tym zaskakującego, bo gdy był kryzys gospodarczy zrobił dokładnie to samo. Bezrobocie szalało, mnóstwo ludzi nie mogło znaleźć pracy, a rząd (pod wodzą tego samego premiera, co teraz) obniżył środki na Fundusz Pracy o 70%. Żegnajcie staże, przygotowania zawodowe i szkolenia z Urzędu Pracy - które jako jedyne w tamtych czasach pozwalały na zdobycie kwalifikacji zawodowych. Co zrobili ludzie? Nic. 

Ludzie już zdążyli zapomnieć i teraz znów wybrali ten sam rząd z tym samym premierem. A ten rząd znów zrobił to samo: znów drastycznie obniżył środki na Fundusz Pracy - no niesamowite, prawda? Czy ludzie coś z tym zrobili, zaprotestowali, wyszli na ulice? Nie! Grzecznie przyjęli tę decyzję, tak samo jak zachętę do biegania po mieście z pustymi butelkami. 

Najbardziej śmieszyła mnie naiwność młodych ludzi, na oko dwudziestolatków - którzy zbierali na mieście podpisy za partią, która tak "pięknie" załatwiła ludzi szukających pracy w czasie kryzysu. Pomyślałam sobie wtedy: "oj, nie pamiętacie pierwszych rządów pana T. Oj, nie pamiętacie!". Gdyby wiedzieli i gdyby poczuli na własnej skórze, jak wtedy było, to spaliliby się ze wstydu zbierając podpisy na tych samych ludzi.

Obecnie mamy kryzys mieszkaniowy i aż się prosi, żeby wprowadzić podatek od trzeciego mieszkania - po to, aby bogaci nie skupowali mieszkań i nie podbijali cen najmu. Ten podatek to jest takie najbardziej logiczne rozwiązanie, ale obecny rząd z całą pewnością tego nie wprowadzi, poprzedni też by nie wprowadził. Wśród nich za dużo jest spekulantów z milionem mieszkań na koncie, ale ludzie powinni wymusić wprowadzenie takiego podatku. Powinny być protesty, manifestacje, akcje - ale nie ma i nie będzie, bo to jest Polska 2026 r.

Ewolucja wsteczna jest bardzo niebezpieczna

Prawa zwierząt - w tej dziedzinie również nic się nie zmieni, bo to Polska 2026 r. Dopiero aż celebrytka musiała się wziąć, aby zlikwidowano "schronisko", w którym zwierzęta były dręczone zamiast zaopiekowane. Tak to by dalej działało i nikt by się nie interesował. Prezydent odrzucił ustawę, która mogłaby pomóc i dać lepsze życie tysiącom psów w Polsce, a ludzie dalej go popierają. Ten sam prezydent przyznał przywileje pewnej nacji w Polsce już na stałe. Będą dostawać nadal 800+, 300+ i inne świadczenia z naszych podatków. Otrzymają również w prezencie kartę pobytu na okres 3 lat, w czasie których dalej mogą być zatrudniani na takich samych zasadach, co Polacy. Po co komu obywatelstwo, jeśli przyjeżdża cudzoziemiec z kraju obok i ma dokładnie takie same prawa, co my, jeśli nie większe? Równie dobrze wszyscy możemy być apatrydami. A głupki się cieszą, że prezydent nie podpisał kolejnej specustawy - nie musiał, bo przeniósł przywileje dla nich do ustawy o cudzoziemcach.

Praca, mieszkania, służba zdrowia, a nawet butelki z wodą i torebki foliowe - Polaka można zrobić w bambuko dosłownie na wszystkim i nawet się nie odezwie. Doszliśmy do takiego momentu w historii, że niektórzy wręcz się cieszą i klaszczą uszami, że władza z nich szydzi i nakłada absurdalne opłaty lub odbiera potrzebującym. Bo to "ich partia, ich ludzie", więc na pewno wiedzą, co robią. Przybliżają nas do tej cudownej Europy, wprowadzają postęp - tylko tak nietypowo.

Ludzie nie tylko cieszą się np. z tego, że władza chce podniesienia wieku emerytalnego, ale też... sami to postulują i popierają! Cieszą się, że będą dłużej pracować albo że ich żony czy córki będą dłużej pracować - to już jest jakaś aberracja. Nie wiem, jakim cudem decydentom politycznym udało się tak ustawić ludzi, że ci ludzie tańczą, jak im zagrają. To jest wręcz niebywałe. I ten argument: no bo "na Zachodzie pracują dłużej". To skoro mamy czerpać wzorce z Zachodu, to ja poproszę również warunki pracy i służbę zdrowia też jak na Zachodzie, a nie tylko tę niekorzystną część życia tam. Jeśli już kopiować, to całość warunków życia, a nie tylko to, co politykom wygodne. Ustawowy czas pracy we Francji wynosi 35 godzin, to ja też taki poproszę - skoro mamy doganiać Zachód pod każdym względem.

Mijając naiwniaków siłujących się z butelkomatem, zastanawiam się, co poszło nie tak. Jak i kiedy to się stało, że z walecznego bohaterskiego Narodu staliśmy się podnóżkiem polityków, którzy ostatnie czego chcą, to nasz dobrobyt? Jak to się stało, że władza na nas pluje, a większość uważa to za powód do dumy i radości? Polacy dali się nabić w butelkę i wmówić sobie, że zasługują jedynie na bycie sługusami elity politycznej - ale dlaczego? Czyżby 35 lat kapitalizmu wyprało ludziom mózgi, a może to jakiś głębszy i bardziej złożony proces?

Ponoć millenialsi są pierwszym pokoleniem w historii Polski, które ma gorsze warunki życia niż ich rodzice, więc coś ewidentnie poszło nie tak... i dalej idzie. Jednak czy można się temu dziwić, skoro obecnie władza robi z nami, co chce, a nikt nawet nie pomyśli o jakimkolwiek proteście w jakiejkolwiek formie? Ponoć u nas jest kryzys i dlatego tak "musi być" - ten mityczny kryzys jest w Polsce odkąd sięgam pamięcią i był już, jak byłam w przedszkolu i też wtedy mądrzy panowie z telewizji tłumaczyli nam, szarakom, że musimy zaciskać pasa, aby za kilka lat było lepiej. No i jakoś nie jest, bo dalej ciągle kryzys. Jak nie gospodarczy, to mieszkaniowy, a jak nie mieszkaniowy, to jeszcze jakiś inny zawsze się znajdzie. Aby ludzi oskubać ze wszystkiego.

Komentarze