Jeden z moich największych lęków online: że ktoś mógłby mnie zidentyfikować w świecie realnym. Kilkanaście lat temu internet był miejscem pełnym anonimowości - ciągle ostrzegali, pilnowali, przestrzegali, straszyli: nie podawaj swoich danych w sieci, uważaj, bądź ostrożny/a, anonimowość to podstawa. Ileś lat temu pojawiły się social media i z dnia na dzień zaczęły zagarniać coraz więcej przestrzeni dla siebie i zbierać coraz więcej danych nt. użytkowników, anonimowość stała się passe. Niektórzy podchwycili tę narrację i zaczęli głosić, że anonimowe są tylko trolle, hejterzy i ogólnie strasznie źli ludzie polujący na niewinne duszyczki nieanonimowych.
Prawda jest taka, że nie zawsze i ze wszystkim warto się ujawniać w sieci pod własnym nazwiskiem - niekiedy warto zachować coś pod ochroną. Każdy z nas jest uwikłany w różne zależności - choćby natury zawodowej - i głupio byłoby stracić życiową szansę na rozwój zawodowy lub zostać zwolnionym z powodu np. swoich poglądów politycznych niezgodnych z polityką firmy lub poglądami szefa.
Ktoś mógłby powiedzieć, że nie wolno wstydzić się swoich poglądów lub bać się oceny. Nie o wstyd jednak chodzi ani nie o ocenę. Chodzi o to, żeby się nie narażać: szczególnie ludziom, od których zależy nasz byt, szefostwu w pracy, współpracownikom, rodzinie.
Jaka to różnica, czy w sieci obraża mnie Tofik123 czy Jan Kowalski z Łodzi? Nie zależy mi na poznaniu danych osobowych użytkownika i to w dodatku udostępnionych dlatego, że serwis internetowy go do tego zmusza. Mam to gdzieś, jak on się nazywa, jak wygląda w realu i skąd pochodzi. Każdy skądś pochodzi, a w sieci liczy się dla mnie to, czy ma coś do powiedzenia.
Jeśli faktycznie ma coś do powiedzenia, to wtedy zaczynam być go ciekawa, a w innym przypadku nie jest mi potrzebna wiedza nt. jego nazwiska, adresu czy miejsca urodzenia. Po co sobie głowę zaśmiecać? I tak w obecnych czasach wszyscy jesteśmy przebodźcowani i wszyscy przyjmujemy mimowolnie multum nieistotnych informacji.
Niektórzy twierdzą, że dzięki temu, że użytkownik podaje dane, można go podciągnąć do odpowiedzialności za słowa. Pewnie można, ale... po co to robić? W jakim celu? Nie odczuwam potrzeby aż takiej mściwości, żeby kogoś dręczyć, prześladować i tropić jego miejsce pracy tylko dlatego, że napisał coś głupiego w internecie. Napisał to napisał, niech się sam męczy w swojej głowie z własną głupotą. Powiedzmy, że dzięki mojej zawziętości zwolniliby takiego głupka z pracy... i co? Ulżyłoby mi? Moje życie byłoby przez to lepsze, bardziej wartościowe?
Oczywistym jest, że korporacjom zależy na zbieraniu i udostępnianiu danych, bo mają z tego czysty zysk - ale że zwykli śmiertelnicy dali sobie wmówić, że dzięki oddawaniu social mediom całych siebie cokolwiek zyskają, to jest dla mnie niepojęte. Ja tutaj nieraz piszę o bardzo osobistych sprawach, bo mam taką potrzebę, żeby podzielić się ze światem tym, co mi w duszy gra i tym, co myślę. Zdrowy rozsądek podpowiada, żeby nie robić tego pod nazwiskiem, bo po co ktokolwiek ma mnie później wytykać palcami, wiedzieć o mnie wszystko lub robić użytek w pracy z moich poglądów niezgodnych z polityką firmy? Jeśli komuś to przeszkadza, to w sieci jest mnóstwo postaci nieanonimowych i może czytać ich posty. Nie ma obowiązku czytania anonimowych autorów.
W 2017 roku zostałam zmuszona zamknąć swój poprzedni blog, bo niestety pewien osobnik zidentyfikował mnie personalnie i zaczął pisać do mnie po nazwisku na blogach innych ludzi. To było prawie 10 lat temu (aż ciężko uwierzyć, że czas tak leci...), a mnie jeszcze czasem trzęsie emocjonalnie, jak o tym pomyślę. Był to wynik mojej głupoty i naiwności, ale też czasem ciężko było mi pojąć, jak ludzie mogą być aż tak podli. Nawet dzisiaj czasem ciężko mi to pojąć, choć trochę lat na tym świecie już żyję. A może nie powinno się tego pojmować, może trzeba po prostu przejść nad tym do porządku dziennego i nie wnikać więcej niż trzeba? Są rzeczy na tym świecie, które się fizjonomom nie śniły.
Ponoć osoby anonimowe w sieci są zwykłymi tchórzami - pod tym względem jestem tchórzem i co? Nie wolno być tchórzem, zabronione to jest? Każdy musi być super odważny zawsze i wszędzie? Wystarczy, że w realu bywam odważna tak, iż potrafię sama siebie zaskoczyć.
Znam osoby, które przez swoją nadmierną szczerość, obnoszenie się z przemyśleniami i wiarę, że przecież nikt za poglądy prześladować nie będzie, straciły pracę - i serio nie mam zamiaru powielać ich błędu. Każdy coś tam myśli na dany temat, każdy ma poglądy, każdy ma swój styl życia i nie ma konieczności publikowania tego pod nazwiskiem. Publikowanie przemyśleń pod nazwiskiem rodzi ryzyko: ryzyko braku akceptacji nawet ze strony osób, do których do tej pory nic się nie miało. Tylko anonimowość zapewnia prawdziwą wolność wypowiedzi - no chyba, że ktoś jest już na emeryturze i naprawdę mu wszystko jedno. Parafrazując hasło reklamowe sprzed lat pewnej gazety: mnie nie jest wszystko jedno.
.png)
.png)
Komentarze
Prześlij komentarz
Dziękuję za każdy komentarz. Wszystkie czytam, nawet jeżeli nie odpowiadam.