Tutaj wolno, a tam trzeba

Zauważyłam, że ostatnio wokół mnie jest sporo nadmiernego spokoju i ciszy. Nie wiem, z czego to konkretnie wynika, ale tak jest. Wszędzie, dokądkolwiek bym nie poszła, jest tak jakoś przerażająco cicho i tak przerażająco sztywno. W pracy jest bardzo, ale to bardzo cicho, bo każdy musi się "skupić". Nie ma z kim pogadać ani nic, rzadko ktoś ze sobą rozmawia, bo każdy musi się "skupić". W poprzedniej pracy, gdy słuchałam muzyki na słuchawkach, to pani obok przeszkadzało, że tupię nogą w rytm muzyki, a ona musi się "skupić". Gdy ktoś przychodził i zamieniliśmy parę zdań - nawet i służbowo - to też jej przeszkadzało, bo nie mogła się "skupić". Nad czym musiała się aż tak mocno skupiać, skoro od 20 lat wprowadzała w kółko to samo? Nie dane mi było poznać odpowiedzi. W rezultacie w naszym pokoju było bardzo bardzo cicho, tak samo zresztą jak i teraz. Tyle, że teraz mam ciekawszą pracę, więc to mnie ratuje psychicznie i podbudowuje. Normalna praca zawsze ratuje psychicznie, cokolwiek by się wokół nie działo. No i nikt się nie czepia, że palcem stukam lub nogą tupię - to o tyle dobrze.

Tutaj wolno, a tam trzeba

Tak czy owak w mojej pracy panuje wręcz przerażająca cisza - gdyby nie słuchawki, dawno bym oszalała. Wracam do domu i tez jest cicho, tylko głos odmierzający przystanki i czasem jakieś oszalałe grupki młodzieży krzyczące o byle czym. Zastanawiam się, jakby to było urodzić się i wychowywać w dużym mieście. Lepiej, gorzej, fajniej, bardziej przytłaczająco, jak? Albo wsiądzie jakaś Halina i całą drogę umawia się z jakąś Grażyną na spotkanie przez telefon. Spotkają się, jak znajdą czas, bo zajęte pracą i mężami.

Wracam do domu i też muszę być cicho, bo ściany cienkie. Tak cienkie, że słyszę, jak bardzo udany seks ma sąsiadka i czy sąsiedzi z góry znów mają gości. Czuję się, jakbym tworzyła dziwny rodzaj wspólnoty z ludźmi, których nie znam, nie wiem nawet, jak wyglądają, ani którzy nawet nie wiedzą, kim ja jestem. Trochę jak radio, ale prywatne.

Zaczęłam robić to, czego nigdy nie rozumiałam: nastawiam jakiś film czy coś innego tylko po to, żeby grało w tle i żeby nie oszaleć, teraz też zaraz coś nastawię. 

Tęsknię za chwilami, gdy życie nie było aż takie ciche, spokojne, profesjonalno-wielkomiejskie, korporacyjno-ulizane, nieprzeszkadzające nikomu, ale tamto już nigdy nie wróci i ja o tym wiem. Przyszło nowe, trzeba je przyjąć i tyle. Świat idzie do przodu, ja też się starzeję, a w domach z betonu nie ma wiadomo czego.

Komentarze