piątek, 20 lipca 2018

Lepiej z mądrym znaleźć, a jeszcze lepiej nie gubić

Dzisiaj jakoś naszła mnie potrzeba nagła bycia komuś potrzebną. Tak, żeby ktoś mnie potrzebował, chciał, żebym była dla kogoś ważna. Czemu akurat dzisiaj? Nie wiem, może złożyły się na to różne biegnące obok siebie czynniki. A może nie złożyło się nic - ot tak, po prostu coś mnie tak dziwnie naszło. Dziwnie, ale być może po ludzku bardzo.

Lepiej z mądrym znaleźć, a jeszcze lepiej nie gubić

Pokutuje we mnie takie przekonanie, że trzeba być idealnym, aby zasłużyć sobie na akceptację ze strony ludzi. Trzeba być idealnym, perfekcyjnym, najlepszym. Zachowywać się zawsze na poziomie i z klasą - a przede wszystkim zgodnie z przyjętymi przez społeczeństwo kanonami zachowań, zgodnie z przyjętymi normami społecznymi. 

Trzeba mieć kindersztubę, trzeba chować w rękawie zestaw wszelkich możliwych reakcji na wszelkie możliwe bodźce. Trzeba zachowywać się ładnie i tak, aby nigdy nie popełnić żadnej gafy. Każda gafa będzie później niczym szkarłatna litera i oczywiście już nigdy nie zostanie wybaczona. Nigdy, przenigdy.

Poza obyciem towarzyskim należy być idealnym intelektualnie. Należy wiedzieć wszystko o wszystkim. Należy znać odpowiedź na każde możliwe pytanie. Nie można nie wiedzieć, to wstyd i skazywanie samego siebie na ostracyzm. Ludzie nigdy nie wybaczą, że nie pamiętałeś stolicy jakiegoś państwa lub popełniłeś błąd językowy. Trzeba wiedzieć wszystko na każdy temat - inaczej nie zasługuje się na akceptację, bo niby z jakiej racji?

Każda luka w wiedzy można zostać wyciągnięta na światło dzienne - nie wiesz jak, nie wiesz kiedy. Nikt nie lubi nieobytych dzikusów, ignorantów i debili. 

No i w końcu rzecz najważniejsza: nie okazywać strachu. Strach oznacza słabość. Boisz się -  a więc jesteś słaby. Nikt nie chce zadawać się ze słabeuszami, nikt ich nie potrzebuje.

Lepiej z mądrym znaleźć, a jeszcze lepiej nie gubić
Tymczasem parę razy zdarzyło mi się okazać przy ludziach strach, nawet popłakać się publicznie w pracy - i co z tego? Nic, żyjemy dalej. Ja nadal robię swoje, inni też. Orzeszkami we mnie nie rzucają, a i czas robi swoje.

Oczywiście jeden sobie pomyśli to, drugi tamto, ale.... co z tego? Jakoś tam się idzie do przodu w tym życiu - z ludźmi lub bez nich. Emocje, czy te skryte czy te okazane publicznie, zawsze świadczą o tym, że gdzieś tam w głębi kryje się chęć życia. Gdy nie ma już emocji, wtedy wszystko się kończy. A gdy są, to jestem i ja.

Zdarzyło mi się też czegoś nie wiedzieć - i co z tego? Dowiedziałam się tego, czego było potrzeba na chwilę obecną, i żyjemy dalej. Z pracy mnie do tej pory nie wywalili, więc coś tam chyba wiem. A jak nie wiem, to mogę się dowiedzieć i żyć dalej. Albo nie dowiedzieć się, jeśli to akurat coś zbędnego, i też żyć dalej. 

Tak samo kultura kulturą, jednak ludzie przesadnie kulturalni i dystyngowani są... po prostu nudni. Czasem też groteskowi. Powiesz 'kurwa', a on/ona niemalże spazmów dostaje, jakby co najmniej.... ech, nie wiem nawet co. Zaczniesz się śmiać z jakiejś głupiej głupoty, a tu w odpowiedzi pełna powaga, bo przecież jesteśmy dorosłymi poważnymi ludźmi. No tak, jesteśmy: dorosłymi, poważnymi i dodatkowo nudnymi jak flaki z olejem.

No bo przecież nie wypada, nie należy, zachowuj się jakoś, jak człowiek. 

Jeśli chodzi o poczucie humoru, to niekiedy jestem też po drugiej stronie. Wszyscy boki zrywają ze śmiechu, a ja pełna powaga, bo nie wiem, o co im chodzi. Rozumiem, co mówią, ale nie widzę w tym nic śmiesznego ani godnego uwagi.

Niekiedy próbuję udać, że coś jest chociaż trochę śmieszne i że niby coś mi tam zaczyna bulgotać w środku ze śmiechu.... jednak najczęściej zachowuję powagę i robię swoje, bo czemu mam udać, że coś jest śmieszne, jak jest w chuj nieśmieszne?

I gdy ludzi cały czas śmieszy coś innego niż mnie, to w końcu jakoś tak odruchowo przestaję szukać z nimi kontaktu. Niech se tam gadają głupoty, co mnie to? Jak mają ubaw po pachy z byle czego, to niech sobie mają - mnie to nie musi dotyczyć.

Nie potrzebuję akceptacji wszystkich - ja również akceptować wszystkich nie muszę. A jeśli kogoś akceptuję, to nie dlatego, że jest superkulturalny, chadza po muzeach, teatrach, filharmoniach ani nie dlatego, że zna stolice wszystkich państw świata. Akceptuję kogoś wtedy, gdy nie muszę być przy nim nudna jak flaki z olejem.

1 komentarz:

  1. To prawda. Akceptacja wszystkich nie jest nam potrzebna.

    OdpowiedzUsuń

Kopiowanie tekstów jest zabronione.

Wszelkie prawa zastrzeżone.