Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Starsze teksty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Starsze teksty. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 6 września 2020

Wirusa nie obchodzi, czy w niego wierzysz*

Nie da się do końca wyrazić słowami, jak bardzo denerwują mnie antymaseczkowcy. „Denerwują” to zbyt delikatnie powiedziane… Po prostu mnie wkurwiają i doprowadzają do stanu wrzenia. Zapatrzeni w siebie egoiści, nie liczą się z nikim i nie obchodzi ich nic poza czubkiem własnego nosa. Za nic mają zdrowie drugiego człowieka.

Wirusa nie obchodzi, czy w niego wierzysz

Wróbel wylądował*

Wysyłam CV i prawie nikt się nie odzywa. To jest tak banalne i takie wyświechtane, takie wtórne, schematyczne i wręcz do bólu typowe. Ile to już razy ten schemat był przeze mnie przerabiany?

Wróbel wylądował

Nie bój się, komuś zależy*

Nie wyobrażam sobie jutrzejszego dnia, w ogóle. Nie mogę uwierzyć w to, że jej już nie ma. Wstanę – i co? Jej nie będzie, a ja będę bez niej. Nie pojmuję tego swoim małym ograniczonym rozumkiem. Tak małym jak moja chęć do obudzenia się jutro rano.

Nie bój się, komuś zależy

Tytus Plamisty*

Miło tak położyć się w łóżeczku pod kołderką. Jeszcze milsza jest świadomość, że nie trzeba jutro zrywać się z samego rana. Takie błogie lenistwo po ciężkim tygodniu pracy po prostu mi się należy. Choć dobrze pamiętam czas, kiedy lenistwo było czymś męczącym i zamieniało się w stagnację.


Fb – Największe państwo wirtualnego świata*

Sobota wieczór: ciepła kołderka, podusia, internet i ja – a za oknem zima daje o sobie znać. Zapaliłam lampkę, żeby było bardziej klimatycznie i leżę pod kołderką cieplutką. Myślę, co by tu sobie obejrzeć w necie ciekawego. Fajnie tak jest, zimowo. Może i lepiej by było, gdyby ktoś był obok, a może jednak byłoby niefajnie – zależy, o kogo konkretnie by chodziło. Jeżeli o tego by chodziło, to byłoby bardzo fajnie, a jeżeli o tamtego, to już wolę być sama. Samotność nie oznacza, że muszę się rzucać każdemu w ramiona niczym w akcie desperacji największej. Jeżeli miałby być ktoś, to tylko ktoś dla mnie wyjątkowy – i z wzajemnością.

Nowy dzień, nowa ja*

Postanowiłam przenieść tutaj wpisy z bloga na wordpressie, ponieważ wordpress niestety nie jest już tak dobry i intuicyjny, jak kiedyś. Doszłam do wniosku, że lepiej wszystkie wpisy mieć na bloggerze. Import z wordpressa nie udał się, dlatego wprowadzę je ręcznie. - To tak słowem wstępu.

Dzisiaj w pracy przekonałam się, że gdy popełnisz błąd, to zostajesz sama i nikt ci nie pomoże. W sumie to nie wiem, czemu ja się dziwię: tacy są ludzie. Boją się pewnie, że będę chciała podzielić się z kimś naganą, więc już lepiej na wstępie się odciąć. Tacy są ludzie, że myślą tylko o własnych dupach, i może ja też powinnam wreszcie zacząć. A ja, jak to ja: ciągle mi zależy, żeby ludzie mnie akceptowali. Ale właściwie to nie wiem, w jakim celu. W pracy, gdy popełnisz błąd i coś ci nie wyjdzie, to nagle wszyscy się odwracają, a jak trzeba, to nawet i nakablują na ciebie bez cienia skrupułów. Bo to są po prostu… ludzie.

Nowy dzień, nowa ja

piątek, 4 września 2020

Jak wygląda cenzura w XXI wieku?*

Od dłuższego już czasu odnoszę nieodparte wrażenie, że w XXI wieku państwa, organizacje, narody bohatersko walczą z problemami, które wcześniej same sobie wymyśliły bądź do których powstania same się przyczyniły. Absurd goni absurd. I byłoby to nawet zabawne, gdyby nie fakt, że często okazuje się tragiczne w skutkach. Oczywiście tragiczne tylko dla zwykłych zjadaczy chleba, rząd zawsze sobie poradzi i zawsze się sam wyżywi.

Tacy jak ty, tacy jak ja*

Dużo się mówi o panującej obecnie znieczulicy, o egoizmie, o bezwzględności, o tym, że ludzie zabiegani, zapatrzeni tylko w siebie, nikt nie zwraca na nikogo uwagi, każdy gdzieś goni i każdy widzi tylko czubek własnego nosa. I w zasadzie można powiedzieć, że to wszystko jest prawdą, tylko… czy ja jestem od tych „zabieganych” ludzi lepsza? Czy mam takie prawo, by czuć się lepsza?

Człowiek człowiekowi królikiem*

Jak to mówią: nie ma ludzi niezastąpionych. Jak nie ja, to będzie kto inny – proste. Proste, a mimo to jednak trochę przykre. Nawet może trochę więcej niż „trochę”.

Polska język, nie taka trudna język*

Każdy człowiek, który jest w miarę inteligentny, prawidłowo rozwinięty umysłowo i który reprezentuje sobą jakiś poziom, powinien umieć posługiwać się swoim językiem ojczystym w sposób prawidłowy. Nie jest to żadna tajemnica ani żadne wielkie odkrycie. Sposób, w jaki posługujemy się językiem ojczystym, definiuje nas jako ludzi i określa nasz poziom intelektualny. Brak błędów językowych wyraża szacunek danego człowieka do siebie i do innych, jak również do samego języka i historii całego narodu. To również nie jest żadna tajemnica ani żadne wielkie odkrycie.

czwartek, 27 grudnia 2018

Dylematy nowoczesnych Europejczyków*

Przez te wszystkie lata bezrobocia uważałam, że czynnikiem decydującym o wartości człowieka jest praca. Utwierdzała mnie w tym rodzina i niektórzy z czytelników życzliwych inaczej. No jak to nie masz pracy, no jak to nie możesz znaleźć? Co za wstyd, co za wstyd, szok, jak tak można?!? Widocznie można. Skoro dana sytuacja występuje, to znaczy, że jest możliwa. I jak najbardziej namacalnie realna.

No a teraz? Mieszkam w obcym mieście i codziennie wychodzę na 8 godzin, aby oddać się w ręce cudownego systemu przepływu pracy przez ustawiony pionowo i poziomo proletariat. Jestem wzorową i przykładną obywatelką III RP.

piątek, 21 grudnia 2018

Ananke na 110%*

W domu nauczono mnie, że zawsze musi być perfekcyjnie. Zawsze i wszystko ma być na tip-top i nie może być inaczej. Albo jest idealnie albo totalna klapa – innych opcji nie ma.

Albo jest czerń albo jest biel, albo jest alles gut albo alles schlecht – zawsze musi być alternatywa rozłączna.

czwartek, 20 grudnia 2018

Ja i moja nerwica*

Kiedyś nie wiedziałam o tym, że to jest złe. Nie wiedziałam, że to jest coś niewłaściwego, niepożądanego, aż nazbyt chorego. Przyjmowałam, że po prostu tak mam i koniec. Skoro tak mam, to widocznie tak ma być i nie ma tu co filozofować. To normalne, jakaś część mnie.

Ręce, no przecież trzeba myć ręce. Brudzą się, więc trzeba je myć: dokładnie, starannie, perfekcyjnie. Starły się do suchości i białości, no to się starły, widocznie tak ma być. Włosy też trzeba myć, no bo je zanieczyszczenia zniszczą. Czyż nie?

Równo, przecież musi być wszystko równo. Linie przecież są równe i muszą być równo, gdyż tak jest zdrowo. Szanuj równe linie. Liczby też są ważne, a więc trzeba liczyć. Liczyć, rachować, szacować, licytować. Czasem trudno wybrać, która cyfra lepsza, to wszystko jest kwestią prób i błędów.

To nie jest kraj dla zwykłych ludzi*

W czasach dzieciństwa pod wpływem samotności i nudy lubiłam ubierać w ciuchy krzesło i udawać, że to straszny potwór. Ubrane krzesło w moim mniemaniu miało budzić przerażenie, bo przecież ożywiłam je ciuchami i tym samym nadałam mu moc budzenia grozy. Z tego, co pamiętam, to miał on nawet swoje ulubione piosenki.

Dlaczego akurat teraz mi się to przypomniało? Bo patrzę tak i słucham, co wyczyniają nasi politycy, i widzę, jak budują grozę za pomocą sztucznych wymyślonych potworów.

Pochodzenie ma znaczenie*

Duże miasto uczy obojętności. Jeszcze nigdy w życiu inni ludzie nie byli mi tak bardzo obojętni. Jednocześnie nigdy wcześniej aż tak bardzo nie miałam okazji doświadczyć przytłoczenia bodźcami, emocjami, wrażeniami. To chyba paradoks ponowoczesnej przebudowy myślenia. Ewentualnie bełkot.

Pierwszy świat, czwarta płeć*

Wczoraj chciałam sobie posiedzieć w autobusie, niestety jakiś młody dżentelmen okazał się być szybszy. Musiałam stać całą drogę, bo miejsca siedzące były zajęte przez podobnych mu dżentelmenów. To w sumie jest taka normalka, że nie wiem, czemu ja się jeszcze dziwię. Równouprawnienie i te sprawy. Kobiety do kopalni, mężczyźni na pokazy mody.

Na dzień kobiet nikt mi nie złożył życzeń - ani w pracy ani nigdzie. Żadnych życzeń, żadnych kwiatków, żadnych czekoladek - też normalka. Więc może ja nie jestem kobietą. Może jestem tylko istotą przygotowywaną przez naturę do posiadania potomstwa. Organizm co kilka tygodni przypomina mi, że owego potomstwa nie mam, choć mieć mogłam. I w sumie na tym moja kobiecość zaczyna się i kończy.

niedziela, 18 listopada 2018

Święta, święta i po świętach*

Co roku zadziwia mnie ten niezwykle zwykły stan - stan po świętach.

Jest stan przed świętami, kiedy to ludzie w euforii biegają jak szaleni, jest stan świąteczny, kiedy to ludzie są uduchowieni i rozanieleni, i jest stan po świętach, stan poświąteczny. Z którym właściwie nie wiadomo co zrobić, jak go zdefiniować, jak go godnie przeżyć. Jest on problematyczny.

No bo jak to tak - były święta, nie ma już świąt... i co dalej? Wszystko tak po prostu ma odejść w zapomnienie? Ta cała euforia, rodzinne spotkania, słodkie familijne kino na polsacie, kolędy na tvp, ozdoby w sklepach - to wszystko ma zniknąć ot tak sobie? Dziwne.

Moje świąteczne true story*

Popołudnie, drugi dzień świąt, za oknem śnieg. Siedzę sama w domu, na stole ciasto i dopiero co zrobiona kawa. Myślę o tym, jak jest cicho i spokojnie oraz o tym, że dzisiaj na zewnątrz panuje minusowa temperatura. Wreszcie będę mogła wypróbować nowy krem ochronny na zimę.

W pewnym momencie ten drugi dzień świąt nabiera zupełnie nowego znaczenia. Spokojną domową ciszę przerywa nagle dźwięk dzwonka SMS.

niedziela, 16 września 2018

Małe tęsknoty, ciche marzenia*

Ważne jest, żeby coś robić, coś osiągać. Ważne jest, aby każdego dnia stawać się lepszą wersją samego siebie. Ważna jest szkoła, ważna jest praca, ważny jest rozwój, samorealizacja. Czy jednak właśnie to jest najważniejsze?

Kiedy byłam na studiach, zdarzało mi się wracać wieczorem pekaesem do domu po całym dniu zajęć. Było późno, noc właściwie, więc gdy siedziałam już w autobusie, zawsze dzwoniła do mnie mama, aby się spytać, czy na pewno dotarłam, bo dworzec daleko, czy zdążyłam, czy na pewno, czy już jestem, czy już mam miejsce... itd. Wtedy mnie to strasznie denerwowało i nawet miałam tych telefonów dosyć. Człowiek zmęczony by chciał w spokoju posiedzieć, może nawet sobie pospać przy odpowiednich warunkach, a tu mamusia wydzwania, czy na pewno dotarłam i czy już jestem w autobusie. Wyluzowałaby trochę, naprawdę, toć od dawna nie mam już pięciu lat.

Dlaczego kobiety lubią seriale?*

Kiedy jesteśmy jeszcze małymi dziewczynkami, świat wydaje nam się prosty i dobry. Uwielbiamy różne bajki, baśnie, historyjki i kreskówki, które mają nas tego świata uczyć. Z zapartym tchem śledzimy losy czerwonego kapturka, którego leśniczy wybawił od złego wilka, kopciuszka uratowanego przez bogatego księcia oraz czarodziejki z księżyca, którą zawsze oswobadzał z tarapatów niezastąpiony Taxido.

Bajki uczą nas, że świat jest cudownym miejscem do życia, a pewnego dnia pojawi się ktoś, kto zawsze będzie przy nas i nada naszemu życiu sens. Wierzymy w to, bo niby czemu mamy nie wierzyć?

Wpis z września 2017 r.

Sobą dla siebie... i dla czytelników

Przez 8 długich lat byłam blogerką. Taką sobie, ale zawsze to coś. Blogowałam, pisałam, tworzyłam, budowałam mozolnie blogi. A teraz zaczyn...

Popularne wpisy w ostatnim roku