Zauważyłam, że ostatnio wokół mnie jest sporo nadmiernego spokoju i ciszy. Nie wiem, z czego to konkretnie wynika, ale tak jest. Wszędzie, dokądkolwiek bym nie poszła, jest tak jakoś przerażająco cicho i tak przerażająco sztywno. W pracy jest bardzo, ale to bardzo cicho, bo każdy musi się "skupić". Nie ma z kim pogadać ani nic, rzadko ktoś ze sobą rozmawia, bo każdy musi się "skupić". W poprzedniej pracy, gdy słuchałam muzyki na słuchawkach, to pani obok przeszkadzało, że tupię nogą w rytm muzyki, a ona musi się "skupić". Gdy ktoś przychodził i zamieniliśmy parę zdań - nawet i służbowo - to też jej przeszkadzało, bo nie mogła się "skupić". Nad czym musiała się aż tak mocno skupiać, skoro od 20 lat wprowadzała w kółko to samo? Nie dane mi było poznać odpowiedzi. W rezultacie w naszym pokoju było bardzo bardzo cicho, tak samo zresztą jak i teraz. Tyle, że teraz mam ciekawszą pracę, więc to mnie ratuje psychicznie i podbudowuje. Normalna praca zawsze ratuje psychicznie, cokolwiek by się wokół nie działo. No i nikt się nie czepia, że palcem stukam lub nogą tupię - to o tyle dobrze.
